czwartek, 29 grudnia 2011

Kochani, przepraszam, że dopiero teraz ale nie było mnie dzisiaj cały dzień przed komputerem.

Michałek wyjątkowo spokojnie przespał dzisiejsza nockę - rano wstał,  ubral się, zjadł z Łukaszkiem sniadanko i  zabrał się za swoje zabawki :)
Był dzisiaj u Nich Ojciec Filip z panią Małgosią - psychologowie z hospicjum Mały Książę z Lublina. Ojciec Filip rozmawiał po kolei z Łukaszem, Julką, rodzicami, Michałkiem - to bardzo ciepły, pełen humoru i radości człowiek. Usiadł na podłodze obok Michałka i od razu złapali ze sobą kontakt. A jak do towarzystwa dołączył Julci chomik - Stuard Malutki, to wszelkie lody zostały przełamane.
Ojciec Filip postara sie przyjeżdżać jeszcze jak tylko będzie mógł, natomiast 6 stycznia odprawi w domku Michałka mszę świętą.

Dzisiaj Tatus Misia kupił zapas fajerwerków  na noc sylwestrową - mógł to zrobic dzieki pani Ani, która postanowiła spełnić jeszcze jedno z marzeń naszego Wojownika o super petradach na Sylwestra i przekazała na ten cel odpowiednie srodki... Dziękujemy, kochana :*

Dziękujemy wszystkim za modlitwę, za intencje, za prezenty - wsparcie finansowe (nie wymieniam wszystkich z imienia i nazwiska, bo nie wiem czy mogę)... Dziękuję, że jestescie, kochani :*

46 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Tak się cieszę, że spełni się Twoje marzenie Michałku o fajerwerkach. łzy same płyną po twarzy jak czytam wiadomości od Was kochani. Tak bardzo chciałbym Was przytulić w tym trudnym dla Was czasie. Trzymajcie się. Karolina

Anonimowy pisze...

A może Michaś ma jeszcze jakieś marzenie które możemy spełnić????

elau66wr pisze...

wspaniali ludzie do was przychodzą, pełni wiary i nadziei To jest ważne. ja choć z daleka i rzadko tu wpadam myślę codziennie o was, o Michałku. Mimo wielu trudów życzę aby miłość i nadzieja Was nie opuszczała. Ela A. Wrocław

Anonimowy pisze...

Pozbawiam pytanie: czy jest jeszcze coś/ jakieś marzenie Misia, które możemy spełnić?! Pani Doroto, prosimy o informację.
Lub też o adres/ nr konta rodziny.
Wielu z nas chciałoby jakoś wesprzeć Michałka i jego bliskich.Bo jest zima i nie wiemy czy tato pracuje, czy mają środki do życia....
Pozdrawiam,
Ania.

Anonimowy pisze...

Nie "pozbawiam" tylko "ponawiam"
:)
Ania

Anonimowy pisze...

Michałku - uśmiech na twarzy dziecka jest jak iskierka rozpalająca ciepło w sercu- wiesz...masz taki śliczny uśmiech, staraj się uśmiechać jak najwięcej. Tule.

M.

Dorota pisze...

Kochani, jutro poproszę rodziców, zeby wpisali tu marzenia naszego Misia - Oni, jak nikt inny znają je na pewno...

Anonimowy pisze...

Dokładnie .....prosimy o informacje od rodziców, może są jeszcze jakieś marzenia tej wspaniałej rodziny , które możemy choć po części spełnić :* Ile byśmy wszyscy dali by móć spelnić to najważniejsze :((((

Anonimowy pisze...

http://www.uchicagokidshospital.org/specialties/cancer/neuroblastoma/choose-us.html JA RÓWNIEŻ ZAMIESZCZAM TEN LINK DO KLINIKI W STANACH - ONI LECZĄ ZAAWANSOWANE PRZYPADKI CHOROBY

Aga Kizinkiewicz pisze...

Jeżeli ktoś chciałby MISIOWI sprawić radość to może wysłać mu kartkę i/lub
list itd., adres pocztowy jest podany na http://marzycielskapoczta.pl/ w profilu Michałka.
Aga

Anonimowy pisze...

http://www.cncfhope.org/Neuroblastoma_Hospitals_and_Doctors

http://www.dana-farber.org/Pediatric-Care/Treatment-and-Support/Pediatric-Treatment-Centers-and-Clinical-Services/Neuroblastoma-Program.aspx

http://www.chop.edu/service/oncology/our-programs/refractory-neuroblastoma-program.html

http://www.txch.org/pediatric-neuroblastoma-program/#trials

Anonimowy pisze...

Kochani rodzice w nawiązaniu do wcześniejszego wpisu dotyczacego leczenia tego paskuda w Chicago to proszę Was abyście skonsultowali z nimi przypadek Michałka

Anonimowy pisze...

Jeżeli jest szansa,na wyleczenie w USA-to na pewno udałoby się nam wszystkim zebrać pieniądze na ten cel.

Anonimowy pisze...

Po raz kolejny pod wpisem pojawiają się głosy o niepoddawanie się , o dalsze poszukiwanie szansy, powielony został adres kliniki w Chicago.
Ja nie chciałabym ludzi w takiej sytuacji karmić nadzieją- bo, to, z czym żyją obecnie jest trudne i byłoby okrucieństwem z mojej, czy czyjejkolwiek strony zapewnianie, że "złoty środek" gdzieś jest, tylko jeszcze trzeba go poszukać. Z drugiej strony- sama wczoraj, nie mogąc usnąć, przebuszowałam stronę amerykańskiej kliniki, znalazłam nawet tam link do amerykańskiego Stowarzyszenia Neuroblastomy (podam może ten link): www.uchicagokidshospital.org/specialties/cancer/neuroblastoma/choose-us.htm%26hl%3Dpl%26prmd%3Dimvns&rurl=t. Faktycznie- z moją mało zaawansowaną znajomością angielskiego, doczytałam się, że ta klinika, jak i oddziały stowarzyszenia zajmują się nawet najcięższymi przypadkami. Już samo istnienie Stowarzyszenia (tak jak u nas Stomatologicznego, Pediatrycznego, czy innego) wskazuje na szeroką skalę zainteresowania problemem tej choroby.Te ciężkie przypadki są w fazie badań ciągle jeszcze eksperymentalnych- o ich skuteczności jeszcze nic chyba nie wiadomo. Moja "taka sobie" znajomość tego języka pozwoliła mi doczytać też, że metody, jakimi się posługują, to te same, jakie stosują w Niemczech. Nie wiemy jedynie, kto tu jest pionierem- Ameryka, czy Niemcy. Jeżeli Niemcy testują metody opracowane w Ameryce i na ich bazie robią własne badania naukowe- to być może amerykańscy naukowcy mają coś więcej do zaproponowania...
Z tego, co pamiętam późną wiosną/latem, kiedy okazało się, że nie można zoperować Michałkowi guza, na tym blogu i na forum LS ruszyły poszukiwania kliniki poza granicami kraju, wysyłano zapytania wszędzie - nie wiem, czy do Chicago też, pamiętam Memphis. Odezwał się wówczas prof. Berthold- i z tego rodzice skorzystali oraz- jak się później okazało, przyszła jeszcze jakaś wycena z Greifswaldu.
Myślę, że rodzina Michałka, jak i samo dziecko tyle przeszli w ciągu tego roku, tyle stresu i lęku- które odebrały im ostatnie iskierki nadziei, że kolejne poszukiwania mogą tylko wzbudzać ich nieufność i pogłębiać lęk. c.d.n.

Anonimowy pisze...

c.d. Może się bardzo mylę z tym, co tu napiszę, ale postrzegam ich jako ludzi niezwykle skromnych i pokornych i sądzę, że mają olbrzymie skrupuły przed wyciąganiem do ludzi rąk po pieniądze, wiedząc, że szanse na wyleczenie są znikome. Oni czują odpowiedzialność takiej decyzji - bo za nią stoją ogromne pieniądze. Prawda jest taka, że nikogo z nas, odwiedzających wirtualnie Michałka, nie stać na neuroblastomę- niezależnie od statusu społecznego i stanu posiadania. Chyba nikogo. Leczenie tej strasznej choroby jest "elitarnie" drogie. Jestem przekonana jednak,że ludzie, którzy tu tak jak ja- zaglądają- a jest nas sporo,gdyby trzeba było, wysupłaliby ostatni grosz, aby uratować to dziecko i dać radość tej rodzinie. Nie wiem, nie znam wielu przypadków tej choroby w naszym kraju i na świecie, zainteresował mnie nią przypadek Michałka, ale dla mnie ten chłopiec jest zjawiskiem niebywałym- on od roku walczy ze wznową! Choroba straszliwie postępuje, ale dziecko ma się w miarę dobrze- je, pije, bawi się, wstaje z łóżka...Wiem też, jak wykańczają choroby nowotworowe- odbierając człowiekowi powoli normalne czynności życiowe, eliminując go z życia. W porównaniu z tym, co widziałam, Michał funkcjonuje w miarę normalnie, "nienormalność" to pompka, rozdrażnienie, zmęczenie, senność...Nie wiem, może coś w tym jest? Może to dziecko jednak czeka na swoją szansę, może trzeba przynajmniej jeszcze raz powysyłać zapytania? Może ta klinika w Chicago? Na jej stronie jest jakiś wniosek- formularz kontaktowy, podobnie można poprosić o konsultację na stronie tego amerykańskiego stowarzyszenia. Taki formularz kontaktowy ma również Klinika Burzyńskiego, o której była kiedyś mowa na forum LS. Może warto zadać niezobowiązujące pytania, puścić je w świat? Nawet, jeśli trzeba za to zapłacić- kochani rodzice Michałka- jestem przekonana, że na to pieniądze się znajdą, zresztą Michał ma zgromadzone fundusze na kontach fundacji. Może warto, może rok heroicznej walki w nieludzkim cierpieniu jest wart poniesienia takich kosztów i jakiegoś tam ryzyka. Do tego potrzebna jest Wasza zgoda, udostępnienie dokumentów i ktoś z lepszą od mojej znajomością angielskiego, kto pomógłby powysyłać formularze, czy podjąłby się rozmowy telefonicznej. Mimo, że mam mieszane uczucia i staram się zrozumieć sytuację Romaniuków, ich uczucia, i bardzo je szanuję- ja, tak podobnie ja kilka innych osób, chyba jeszcze popukałabym do różnych drzwi. Również gdzieś tu wspominana Martynka Kruk , też została oddana pod opiekę hospicjum, była wówczas w fatalnym stanie i było mnóstwo przeciwwskazań do odbycia tak dalekiej podróży- nikt nie dawał cienia szansy- a jednak się udało...
Nie wiem, chciałam dać upust swoim emocjom i natłokowi myśli - wyszła z tego obszerna notatka...Kochani Rodzice Michała- chylę czoło przed Wasza pokorą i cierpieniem Waszego dziecka. Szanuję Waszą każdą decyzję- dyktowaną niesamowitą miłością.W Święto Trzech Króli udam się - jak zawsze - na mszę i składając swój uniżony hołd Objawieniu, będę myśleć o mszy w Waszym domu...
Rozważcie głosy, które się tu pojawiły. Nie chcę karmić Was nadzieją- ale jednak może warto jeszcze popukać do różnych drzwi...

Anonimowy pisze...

Popieram,popieram....Kochani rodzice prosimy skonsultujcie jeszcze przypadek Michalka w Stanach,wyslijcie tam wyniki badan,a noz moze jeszcze dadza jakąs nadzieje,przeciez juz nic nie tracicie wysylając wyniki do konsultacji.my tutaj kibicujacy Wam i Michalkowi staniemy na glowach zeby kase na wyjazd dla MISIA uzbierac...JA nie wiem tylko czy rodzice michalka czytają tego bloga wogole,bo Oni chyba nie mają dostepu do netu:-(moze nich p.wolontariuszkaprzrekaze rodzicom Michasia o tymleczeniu w USA,tylko to trzeba szybko dzialac

bershka pisze...

Ja rownież jakbedzue taka potrzeba pomogę, misiu dasz rade !!! Walcz i pokaz ze da sie z tej choroby wyjsc

KATLA pisze...

Wszystko zależy od rodziców,ale nie poddawajcie się rodzice Michałka,bo jak tu ludzie piszą,może ta klinika to deska ratunkowa dla tonącego i jak Ktoś napisał,konsultacja nic nie kosztuje,a pieniądze nie są ważne bo jak trzeba będzie to będą na pewno.Może Pani Dorotka niechby porozmawiała z rodzicami Michałka,bo jak tak czytam te wpisy to też jestem za tym aby spróbować jeszcze raz,nie wyobrażam sobie ,że Michałka może zabraknąć.Nie czekajmy na próżno,a jeżeli na blogu Michałka jest napis -"W życiu bowiem istnieją rzeczy, o które warto walczyć do samego końca..."- to walczmy do samego końca.Ja wierzę w Boga jak najbardziej,ale czasem już mam chwile zwątpienia,czuje w srodku pustkę,nie moc ,a póżniej znów przychodzi nadzieja i mysli,że Michałek jest przecież tak silny,że nawet profesor z Niemiec dziwił się,że On jest tak silny.Jak będzie trzeba to jeszcze pieniądze wyślę.

niki96 pisze...

a moze rzeczywiscie cos w tym jest....może Pan Bóg dał nam tu ten znak ,ze tak ktos tu pomyślał o tej klinice i teraz "wiercimy"ten temat??może tak ma być....moze trzeba wysłac do usa i Stanów i spróbowac...Kochani rodzice Michałka...moze własnie to znak od Boga?zobaczył jak wiele osób modli sie za michasia i daje nam szanse wyboru...daje wam szanse.
Błagam w imieniu swoim i wszystkich Błagam rodziców spróbujcie..my wszyscy tu pomożemy jesli bedzie taka potrzeba.
Mam niesamowite przeczucie ,ze to moze pomóc...niewiem dlaczego ale takie mam przeczucie...i ciesze sie ,że je mam.Kochani rodzice trzeba walczyc do konca..JESTEŚMY Z WAMI I Z MICHAŁKIEM I WASZĄ RODZINĄ...WALCZMY WIĘC Z TA PASKUDĄ.MICHAŁEK WALCZY BAWI SIE ,CHODZI ,JE .......WALCZMY.POZDRAWIAM.DOROTA z lca

Anonimowy pisze...

Chcialam zapytac, dlaczego zbiorka pieniedzy na cel Michalaka zostala wstrzymana i w jaki sposob mozna mu i Jego rodzinie pomoc?

Anonimowy pisze...

Zgadzam się. Jak będą potrzebne pieniądze to ja też się dołożę!

Anonimowy pisze...

Ludzie do USA też były wysyłane dokumenty MISIA i nic się nie powiodło a Greswald to teraz by MISIA tylko szybciej wykończył bo tam dziecko musi być czyste bez żywych komórek rakowych a MISIO ma tego dziadostwa bardzo dużo i atakuje cały czas i jak macie jakieś pytania co do postępu choroby i stanu w jakim jest MISIO to dzwońcie do kliniki w Lublinie tam są bardzo dobrzy lekarze i do Koloni do prof. Bertholda oni wam wytłumaczą co to jest za cholera.

bershka pisze...

Ale chyba nie można tak sobie dzwonic i pytać o pacjenta

Misiu az tak zle jest?:-(

Anonimowy pisze...

Nikt w zadnym szpitalu nie udzieli obcym osobom zadnych informacji,nie wiem czy MIS byl w USA konsultowany czy nie a jezeli byl to czy dokladnie w tej klinice ,ktora tu jeden z internautow podeslal,wiem tylko,ze trzeba walczyc do konca ,nawet jak lekarze mowia,zenie da rady to co juz szkodzi i tak probowac,jak moj ojciec umieral na raka to sam profesor powiedzial mi,ze widzial juz rozne historie i przypadki,ze ludzie nie rokujacy wychodzili z choroby,wiadomo,nie jest to czeste,ale jak widac czasem mozliwe.....a jeszcze mam pytanie,podobno w Chinach jest jakas klinika z dobrym skutkiem leczacanowotwory,nie wiem tylko czy dotyczy to neuroblastomy.

Anonimowy pisze...

do USA były wysyłane ,ale czy do tej kliniki co jest w chicago?????????????????????????a do szpitali dzwonić to nie tędy droga,a tym samym obcym nie udziela się wywiadu

Anonimowy pisze...

Ludzie Kochani,czy wy zdajecie sobie sprawe z tego ze chocby znalazla sie klinika w chicago lub gdziekolwiek gdzies tam to Misiaka taka podroz moglaby go zabic!Misio nie jest juz w stanie podrozowac po calym swiecie!Rodzice Miska podjeli ta najlepsza decyzje dla dziecka ktora Misiu teraz najbardziej potrzeboje i to jest wlasnie jego ukochany Domek rodzinny w ktorym panoje cieplo i milosc.Wiem ze trudno jest sie z tym pogodzic ze nie ma juz zadnych szans...wiec po co maja oni jeszcze Miska meczyc,on juz dosyc cierpi i ta straszna choroba niestety ale bardzo postepuje...Tylko rodzice Misia maja prawo do decyzji a my musimy ich popierac obojetnie jaka to decyzja jest.Misia choroba jest juz tak bardzo zawansowana ze naprawde nie ma juz szans wiec po co Malutkiego tam jeszcze meczyc itd teraz liczy sie tylko zeby nie bolalo...

Anonimowy pisze...

...popieram. Niestety Misiu odchodzi i najlepsze jest dla Niego - tak myślę, że może do końca z tymi których kocha i którzy dają mu poczucie bezpieczeństwa. Ja wierzę, że rodzice zrobili wszystko, ale dziecko umiera i chcą mu zapewnić teraz spokój, miłość i żeby nie musiał biegać po klinikach, których- pamiętajmy-Misio nie cierpiał nigdy.
To jest małe przerażone dziecko, nawet w swoim domu podchodzi do obcych z rezerwą... więc po co narażać Michałka na jeszcze większe stresy...
Skupmy się na tym, co jeszcze dla Misia i jego bliskich możemy zrobić - pani Doroto, czekamy na informację o czym jeszcze marzy Michaś.

niki96 pisze...

Aja i tak wierze,że Bóg jest dibry i uczyni CUD i cuda sie zdarzają...Modle sie oto.

Anonimowy pisze...

Bardzo mądrze Ktoś z Was napisał - trzeba pozwolić Im cieszyć się tym nieubłaganie kurczącym się czasem. To że czegoś nie chcemy nie oznacza że to nie nastąpi. To że coś wypieramy ze swojej świadomości nie znaczy że to się nie dzieje. Teraz trzeba kochać, wspierać i pozwolić być razem. Brawo dla Rodziców, podjęli potwornie trudną decyzję, ale moim zdaniem bardzo mądrą i dobrą dla Małego.
PS. A na cud czekam tak jak Wy

Anonimowy pisze...

niki96
ZGADZAM SIE Z TOBĄ
CUDA SIE ZDARZAJĄ...
TO CIERPIENIE MISIA I JEGO LEPSZE SAMOPOCZUCIE W DOMKU MUSI MIEC SWOJ GLEBOKI SENS...

KATLA pisze...

Rodzice najlepiej wiedzą jak mają postępować,jest Im bardzo,bardzo ciężko,bo w końcu my jesteśmy dla Michałka obcy i nie możemy sobie znależć miejsca,nie możemy pozbierać myśli.Ja i tak wiem jedno,jeżeli Michałek odejdzie to i tak już na zawsze zostanie w naszych sercach i zawsze będzie z nami.Ja nie wierzę i nie chcę wierzyć,że tak może być,PANIE BOŻE ZRÓB COŚ.

Anonimowy pisze...

Ja też podziwiam z całego serca Rodziców - wiem, że są otoczeni mądrymi ludźmi i takimi, którzy wiedzą, co należy robić (pracownicy hospicjum). Apeluję do netowych doradców - nie wprowadzajcie zamętu poradami dotyczącymi wyjazdów, klinik. Macie dobre intencje, ale dobrymi intencjami jest piekło wybrukowane... Skoro lekarze widzący i badający Misia podjęli takie, a nie inne kroki - nie ma sensu po omacku drążyć i siać zamętu. Co innego modlitwy, kciuki, spełnianie marzeń - to dobre pomysły.
Trzymaj się dzielny chłopczyku. Myślę o Tobie często.

Anonimowy pisze...

Ja wiem jedno Martynka Kruk tez była w stanie beznadziejnym. Była słabiutka, bez szans i stał się CUD. Dziecko zawieziono umierające.

Anonimowy pisze...

Kochani pozwólmy tej wspaniałej Rodzinie cieszyć się swoją obecnością. Wspierajmy Ich i naszego Misia kochaniutkiego swoimi myślami, modlitwami i dobrą energią. Mają wokół siebie dobrych ludzi, którzy pomagają i zawsze pomogą. Kochany Misiu, Kochani Rodzice i Rodzeństwo Misia Wasza Miłość i to co robicie kierowani tą miłością jest dla nas wszystkim nauką jak powinno się żyć, jak powinno się kochać. Dziękuję Wam za to ... buziaczki dla Was:)

Anonimowy pisze...

mylisz się nikt nie wprowadza zamętu tylko każdy w jakis sposób chciałby pomóc Tej Rodzinie i każdy wyraża i co czuje z głębi serca,a najlepiej oczwiscie wiedzą tylko rodzice

jolave pisze...

Ludzie są kochani, tak bardzo by chcieli uratować Michałka, nie sądziłam, że można aż tak przejmować się nieznanym dzieckiem. Na jakieś szpitalne leczenie to za późno, bo teraz liczy się, by Michałek był z rodziną... ale może jakieś "naturalne" pożywienie przeciwnowotworowe istnieje. Ja słyszałam o jakimś grzybku - teraz np. kawę można kupić z wywarem z tego. Ma "podobno" silne działanie przeciwnowotworowe. Są może jakieś sprawdzone naturalne substancje... Jeśli to nawet nie pomoże, to może wzmocni Michałka...

asia pisze...

KAZDY Z NAS CHCIAŁBY URATOWAĆ MIŚKA... NIESTETY NIE MAMY TAKIEJ MOCY :( RODZICE BARDZO MĄDRZY LUDZIE WYBRALI NAJLEPSZA DROGE DLA NIUŃKA, TAK JAK KTOS NAPISAŁ PAMIĘTAJMY JAK MISIEK REAGUJE NA SZPITAL, KLINIKI... NIE MA SENSU DODAWAĆ MU STRESU... NIECH SIE TERAZ CIESZĄ KAŻDĄ CHWILĄ... CAŁYM SERCEM JESTEM PRZY WAS :*

Ola pisze...

Nie wprowadzajcie mętliku w i tak trudne życie tej wspaniałej Rodziny. Nie można tak za wszelką cenę. Iwonka i Tomek to bardzo mądrzy i kochający Rodzice. Nie patrzą na własne potrzeby i uczucia, a tylko na dobro swoich dzieciaczków. To jest cud. Szczęście Misia mimo niewyobrażalnego cierpienia, to jest cud. Zrozumcie, że życie w cierpieniu i tułanie się po klinikach wcale nie musi być tym, co dla Misia najlepsze i czego ten malec potrzebuje. Mało tego, zamiast przedłużyć życie, o co tak chcecie walczyć może je skrócić.
Kochana Misiowa Rodzinko cieszcie się sobą.

Goska pisze...

Witajcie
Podziwiam i jestem pelna szacunku dla Rodzicow Michalka i calej Jego Rodziny.Prawda jest taka,ze jesli Bog zechce zachowac Michalka przy zyciu to zrobi to.Jesli jest inna wola Boga,to gdybysmy wszyscy znalezli miejsce i ukryli w nim Michalka na nic to sie nie zda.Mozna zapytac w klinice,wiem ,ze w takich powaznych klinikach nikt nie bedzie dawal zludnej nadziei,jesli tej nadzie ni bedzie.Jak u mego kochanego bratanka nastapila wznowa choroby chcielismy Go zabrac z tamtego szpitala.On mial juz 17 lat,rozumial swoja chorobe,chociaz u niego mialo byc dobrze(bialaczka,srednia grupa ryzyka,wiec sama chemioterapia miala pomoc)Nasz Skarb powiedzial"Jesli mam zyc to bede zyl i tutaj" Lekarze nie przewidzieli,ze zaraza Go w szpitalu bakteria,ze beda musieli przerwac chemie ,bo leczenie bakterii antybiotykami doprowadzi do niewydolnosci wielonarzdowej i ,ze beda musieli przestac podawac chemie ,ktora doprowadzila do bardzo wczesnej wznowy choroby.
Rodzice mego bratanka uszanowali Jego decyzje,chcieli zeby przebywal w miejscu ,ktore zna ,z ludzmi ,ktorym ufa.Walczyli jak lwy o kazdy Jego oddech,usmiech,wiezli na chociaz pare godzin do Jego ukochaego domku,bo tam tylko czul sie szczesliwy.Ktos powinien mowic ,pisac o takich bohaterach,bo dla mnie to sa prawdziwi bohaterowie,kiedy serce rozrywa sie na kawalki,kiedy musza patrzec na cierpienie ich dzieci,podejmowac decyzje i zastanawiac sie czy ta decyzja jest ta wlasciwa.
Badzmy dobrej mysli,prosmy Boga o sile dla Rodziny Michalka i dla wielu innych Rodzin,ktore teraz walcza z ta potworna choroba.

Anonimowy pisze...

A pomyśleliście że Miś ma już dosyć walki? Może On chce po prostu pobyć w domu i cieszyć się bliskością rodziny? Pomyślcie czy warto Go szarpać? Na ostatnich zdjęciach Miś jest taki spokojny, zadowolony, jakby pogodzony...Mam takie wrażenie że On rozumie więcej niż nam się wydaje i ogarnia Swoją dziecinną główką i dziecinnym serduszkiem to czego żaden z nas nie chce przyjąć do wiadomości.

Anonimowy pisze...

nikt z nas tu nie mowi,zeby wsadzac Misia do samolotu na hura ...mowimy,ze moze nalezałoby jeszcze wyslac papiery do tej kliniki w chicago ,mysle,ze odpowiedziliby szczerze czy sa chocby minimlane szanse i wtedy dopiero podjac decyzje ,tzrenba wykorzystac wszytkie mozliwosci bo tu chodzi o zycie małego dziecka,ktore juz drugi raz sie nie powtorzy....nikt tu nie sieje zadnego zametu,ludzie poprostu dają dobre rady z serca,chcą dla Misia dobrze a decyzja i tak nalezy do rodzicow Misia.

niki96 pisze...

TEZ TAK UWAŻAM JAK POPRZEDNICZKA...nikt nie kaze na siłe go tam wiezc....poprostu nam chodzi o wysłanie dokumentów do chicago i niech oni zdecydują czy mozna pomóc michałkowi...a potem nad tym niech pomysla rodzice,bo jesli w chicago powiedza ,ze jest szansa to moze warto sprobowac?

Anonimowy pisze...

W 100% zgadzam się z wypowiedzią z godz. 13:38. Nikt nie ma w zamiarze wprowadzać zamętu czy dawać złudnych nadziei.Ludzie dobrego serca starają się zwyczajnie pomóc jak tylko mogą. Przy okazji zgodnie z myślą przewodnią tego bloga : "W życiu bowiem istnieją rzeczy, o które warto walczyć do samego końca...". Rodzice i tak podejmą decyzję sami bo to przecież ich ukochane dziecko, ich prywatna sprawa i to ich cały dramat dotyka najbardziej. Jaka decyzja nie zapadnie to internauci z pewnością ją uszanują bo przecież wszyscy jednoczymy się tutaj z chęci pomocy Michasiowi a nie po to by kogokolwiek za cokolwiek krytykować.

niki96 pisze...

oczywiscie ,że uszanujemy...rodzice Michałka to wspaniali ludzie.....najcudowniejsi rodzice i nikt tego nie kwestionuje

Anonimowy pisze...

Może stojąc przed zamkniętymi drzwiami prosimy Boga o cud nie zauważając jednocześnie otwartego przez Niego okna. Może warto jeszcze powalczyć...W przypadku Martysi Kruk lekarze w Polsce również rozłożyli ręce. Korespondencyjna konsultacja nikomu przecież szkody nie przyniesie a dyskusje czy Michaś byłby w stanie ewentualnie polecieć do USA czy też nie są bezsensowne bo najpierw tamtejsi lekarze musieliby podjąć się w ogóle leczenia.

Anonimowy pisze...

ONI są WIELCY.

http://www.polawesolowska.pl/viewpage.php?page_id=2

Dla swojego dziecka zrobili wszystko,co tylko było możliwe i nikt im zarzucić nie może,że ominęli jakąś szansę.Korzystali z każdej rady,najmniejszej wskazówki,wszystko sprawdzali i konsultowali.Nie było komentarzy typu"rodzice sami wiedzą,co mają robić",czy"nie siejcie zamętu".ONI prosili o pomoc dla swojego dziecka i byli wdzięczni za każdą,nawet najmniejszą radę.
Dziś mogą śmiało stanąć przed lustrem i z czystym sumieniem powiedzieć do siebie:"Zrobiliśmy wszystko,co w naszej mocy,by ratować nasze dziecko...".Są dla mnie autorytetem i wzorem do naśladowania.Byłam przy nich każdego dnia,tak jak jestem przy Michałku.Wiadomo,że Rodzice nie dokonają cudu uzdrowienia,ale mogą,a nawet powinni prosić o ten cud,bo cuda się zdarzają.I niech nikt mi nie mówi,że nie.